środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział 11


-No chodźmy coś zjeść! – po raz kolejny powtórzył Niall, a z każdym kolejnym razem jego głos był coraz… bardziej rozwścieczony, groźniejszy?
-Niall. 15 minut temu skończyłeś wżerać nasze duże kubełki popcornu, więc się uspokoił. – powiedział Liam ze stoickim spokojem. Czyżby taka sytuacja była u Nich na porządku dziennym? Zacząłem się śmiać do siebie.
-Z czego się śmiejesz? – spytał cicho chłopak, który szedł obok mnie trzymając moją dłoń.
-Z Nialla. To dosyć komiczna sytuacja, a reakcje Liama? Bezcenne. – odpowiedziałem szeptem i Harry również uśmiechnął się.
-Tak prawdę mówiąc… - Harry przybliżył swoje usta do mojego ucha – jestem głodny. Nie możemy czegoś przekąsić? – skończył już w normalnej pozycji.
- Ym… Pewnie, że możemy. – odwróciłem się do Stylesa i odsłoniłem przed Nim moje zęby. –Liam. – nie zareagował. – Liam!
-Co? – odwrócił się do mnie przestraszony chłopak z czekoladowymi oczami.
-Ja-ja tylko chciałem.. Liam, spokojnie. – zacząłem się śmiać. – może jednak pójdźmy coś zjeść. Ja z Harrym też byśmy coś przekąsili. – skończyłem nieśmiałym uśmieszkiem.
-Ughr, wy przeciwko mnie! – powiedział ze złością Payne, ale zaraz zaczął się śmiać. – Ja też jestem glodny! Tylko ten tu – wskazał na Nialla i zaczął iść ku niemu – żre tyle, że – w tym momencie Liam złapał Horana za zaróżowione policzki – garnitur ślubny będzie musiał kupić o rozmiar większy, prawda? – rzucił retoryczne pytanie i złożył krótki pocałunek na ustach Nialla. – To chodźmy!
-Jeeeedzenie! – krzyknął Horan, na co zareagowaliśmy wybuchem śmiechu.
-Wohaaa! – dopowiedział Harry, po czym objął mnie swoim ramieniem wokół pasa i ruszyliśmy do strefy restauracji w tym ogromnym centrum handlowym.
-Myśleliście już coś o ślubie? – spytałem Niama.
-Jak na razie to nie ma o czym myśleć. Żyjemy w państwie, gdzie małżeństwa osób tej samej płci są nielegalne… Sami o tym wiecie. – powiedział ze smutkiem Liam.
-Zawsze możecie wyjechać np. do Holandii albo Hiszpanii. – zaproponował Harry.
-Tak, możemy. Ale chcielibyśmy, by w ceremonii brała udział nasza rodzina, a ona nie pojedzie za nami, bo ich na to nie stać. – odpowiedział Niall.
-Ach, czyli wyjazd do Vegas i wzięcie ślubu w „okienku” też odpada. – powiedziałem na żarty i lekko się uśmiechnąłem.
-Na co idziemy? Pizza, mc, kfc? Czy cos innego? – spytał Liam.
-Jestem za pizzą. – odpowiedział Harry.
-Ja też. – uniosłem lekko rękę do góry.
-To idziemy na pizzę. – skwitował Niall.

~15 minut później~
-Serio Niall? Dwie pizze!? Ja jedną z Harrym zjem, a ty dwie!? – dziwiłem się Niallowi.
-Cóż… To było dziwne. Niall znał menu pizzerii dokładniej niż sprzedawca. – skwitował Harry.
-Z kim ja żyje. – powiedział pod nosem Payne.

~45 minut później~
Roześmiałem się, gdy Liam skończył kawał o mrówce. Czułem wzrok innych ludzi na sobie, jakbym nie mógł się śmiać.
-Lou, może pójdziemy pochodzić po sklepach? Nudzi mi się… - powiedział Styles cicho.
-Ym.. jasne, czemu nie. – odpowiedziałem - Liam, my chyba już pójdziemy na sklepy.
-Jasne, wcale się nie dziwię. Nim on – wskazał na Horana – skończy to jeść wynudzicie się tu za wszelkie czasy. – skończył z lekkim, przyjaznym uśmiechem.
-To może za dwie i pół godziny spotkamy się przy tej dużej fontannie? – zaproponował Harry.
-Jasne, tak zróbmy. – skwitował Liam. – Miłej zabawy.
-Dzięki, wzajemnie. – uśmiechnąłem się do Liama, który prychnął z rozbawienia. Wzięliśmy z Harrym swoje kurtki oraz torby i ruszyliśmy na shopping. Odnalazłem rękę Harrego i poczułem się niezwykle szczęśliwy.
-Hej. – przywitał mnie Harry, jakbyśmy się dzisiaj widzieli po raz pierwszy.
-Cześć Harreh. Jak się czujesz?
-Ym... może być. Jednak może być lepiej. – Harry przybliżył się do mnie i położył swoją głowię na moim ramieniu, a ja objąłem go w pasie, całując jego włosy. –Jest lepiej. A ty jak się masz?
-Również świetnie. Popołudnie spędzone z przyjaciółmi i moim chłopakiem. Czego chcieć więcej?
-Może spaceru po parku?
-Hm… dobra myśl. To co powiesz na spacer po parku zamiast po galerii? – spytałem Harrego.
-Powiem, że zdecydowanie to pierwsze. – odwrócił się ku mnie i posłał ku mnie ten swój firmowy uśmiech. – To chodźmy.
Ruszyliśmy do wyjścia. Niedaleko, bo po drugiej strony ulicy, znajdował się jeden z londyńskich parków. Na zewnątrz panował półmrok, niebo było bezchmurne, przez co mróz dawał swe znaki. Objąłem mocniej Harrego.
-U, zimno. – powiedziałem do Stylesa zakładając rękawiczki.
-Hym… spróbujemy coś z tym zrobić. – Harry posłał ku mnie łobuzerski uśmiech. –Ym.. mam pytanie. W zasadzie zaproszenie. Na jutrzejszy obiad. Do mnie… - wmurowało mnie.
-Ale jutro jest niedziela. Ja-ja nie chcę. Znaczy chcę, ale ja-ja…
-Louis, spokojnie. Czemu tak się denerwujesz? Chcę się przedstawić mojej mamie, jako partnera, nie kolegę…
-A-ale właśnie dlatego. Na niedzielny obiad nie zaprasza się byle kogo. – weszliśmy w urokliwy park, gdzie lekkie światła z latarń były rzucane na śnieg, który zdawał się być pokrytym brokatem.
-Proszę. – Harry znalazł się przede mną. Odwróciłem głowę, bo pewnie w tej chwili Harreh zastosowałby swój chwyt ze swoimi szmaragdowymi oczami, której mocy nie mógłbym się oprzeć. –Proszę? Spójrz na mnie.
-D-d-brze. Będę na 1. – odpowiedziałem mu patrząc w zielone oczy.
-Dziękuję! – Harry rzucił się na moją szyję, jednak za chwilę znalazł się obok mnie o ponownie ruszyliśmy parkowymi alejkami.
-Jak się ubrać? A, i kwiaty jakieś wypadałoby kupić. Albo upominek. Sam nie wiem. – ze zdenerwowania z moich ust zaczął wypływać potok słów.
-Tommo, spokojnie. Ubierz się elegancko, ale nie w garnitur. I nic nie przynoś. Twój uśmiech wystarczy. – Harry przybliżył mnie do jego ciała, bym wtulił się w Jego. – Może usiądziemy?
-Jasne. – zająłem miejsce po środku ławki. Nie spodziewałem się, że Harry usiądzie mi na kolanach. Po moim ciele rozlała się fala bardzo gorącego czegoś. –A to co, ławka jest na tyle mała byś mi siadał na kolanach, Kocie? – zacząłem się śmiać.
-Och, nie mów, że mnie wyganiasz z twoich kolan. Nie podoba Ci się to? – spytał z wyrzutem Harry.
-Oczywiście, że podoba. – odpowiedziałem spokojnie. Złapałem palcem podbródek Harrego i skierowałem go ku mnie. Gdy ujrzałem jego nieskazitelnie piękną twarz w latarnianym świetle, omal nie jęknąłem z zachwytu. Powoli zbliżyłem się do Niego, by złożyć na Nim pocałunek. Gdy nasze nosy się zetknęły, pokręciłem lekko głową. Właśnie okazywałem mu swoją miłość w ten nietypowy sposób.
-Kocham Cię, wiesz? – powiedziałem cicho o Harrego.
-Wiem. – odpowiedział cicho Styles i zaśmiał się. Oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie. –Też Cię kocham. Nawet nie wiesz jak bardzo. Jesteś najwspanialszą osobą jaką spotkałem w przeciągu osiemnastu lat. – Harry przybliżył się do mnie. Na moich zimnych wargach poczułem Jego ciepły, słodki oddech. –Naprawdę Cię Kocham. Sprawiasz, że czuję się dobrze, czuję się bezpieczny. – Harry złączył nasze usta w jedną całość. Jedną rękę wplotłem w jego loki, a drugą odnalazłem jego dłoń. Lekko odchyliłem głowę do tyłu, a z moich ust wydobył się cichy jęk rozkoszy. Harry oderwał się od moich warg, by zmienić swoją pozycję tak, że teraz siedział na mnie okrakiem.
- Nawet nie wiesz, co poczułem, gdy zobaczyłem Cię pierwszy raz na stołówce. Nie sądziłem, że zakocham się pierwszego dnia studiowania. I nie sądziłem, że zakocham się w chłopaku, zanim ten się do mnie odezwie.
-Och, nawet nie wiesz, jak ja szalałem, gdy przyłapałem Cię na gapieniu się na mnie wtedy na stołówce! A później nic nie mogłem z siebie wydusić na pierwszych wspólnych zajęciach. Tak słodko wyglądasz jak się rumienisz… - Harry pogłaskał mnie po policzku. – Teraz też wyglądasz pięknie. – Styles podciągnął mnie za podbródek, bym spojrzał w jego oczy. Po chwilowym wpatrywaniu się w jego szmaragdy, w których zauważyłem iskierki, nasze usta ponownie złączyły się w pocałunku.

dryń dryń. dryń dryń.

-Co. To. Jest. – powiedziałem z niesmakiem gdy poczułem wibracje w kieszeni spodni.
-Ughr, założę się, ze to Niam pisze. – skwitował Harry, siadając obok mnie. – Też im przerwę kiedyś romantyczną chwilę.
-Pytają się czy możemy się już spotkać. Możemy?
-Ta, możemy. – odpowiedział Harry z lekkim oburzeniem.
-Hej, Harreh. Spójrz na mnie. – Harry spojrzał na mnie, jednak jego wyraz twarzy mnie totalnie zbił z tropu. Przede mną siedział piękny chłopak z ustami wygiętymi w podkówkę. –Ej, nie martw się. To tylko głupi sms od Niama. Jeszcze będziemy mieli milion takich pięknych chwil. Obiecuję. – teraz to ja pochyliłem się nad Stylesem, by złożyć na jego ustach krótki pocałunek. – Chodźmy.
Ruszyliśmy w drogę powrotną do galerii. Wtulony we mnie chłopak, który szedł obok mnie nucił Laserlight. Uśmiechnąłem się do siebie i wzmocniłem uścisk na Loczku.


Siema, siema! Jedenastka za nami, a dwunastka będzie w czwartek! Tak, w czwartek! Przekroczyliście (grubo) 5 tysięcy wejść! *wohaaaaa* Dzięki, jesteście super!
#1love
PS notatki zapisane w moim zeszyciku mówią mi, że do końca zostało jeszcze... 7 rozdziałów + epilog + 2 (porno)dodatki ;) nie wiem kiedy opublikuję ostatnią część, ponieważ nie jestem jeszcze pewien jak często będę dodawał rozdziały we wrześniu (bo szkoła...)
PS2 rozdział.. chyba jakiś krótki, ale zabieram sie od razu za pisanie jutrzejszego ;p
PS3 los chyba nie chciał bym dodawał ten rozdział hahaha

sobota, 18 sierpnia 2012

Rozdział 10


Masz nową wiadomość od: Liaaaaamuś ;*****
Właź na skypeee Tomlinsonnn <333

Było po 11 wieczorem w piątek, a ten na skype mnie zaprasza. Świetni. Mimo lekkiego zmęczenia wyczłapałem się z łóżka, założyłem koszulkę i odpaliłem laptopa. Nim na ekranie pojawił się pulpit szybko obmyłem się przy umywalce i wziąłem ze stolika picie i jakieś chrupki do przekąszenia.

Niaaaaaal <33333333 dzwoni!

Co im się tak pali? Odebrałem połączenie i odpaliłem kamerkę. Liam i Niall siedzieli u któregoś w domu i odstawiali przed kamerką słodkie scenki, na widok których ciepło mi się zrobiło na sercu.
-Gdzie jesteście? I co Wam się tak pali? Jest po jedenastej! Ludzie chcą poleżeć sobie w spokoju w łóżku przed TV… - żaliłem się Niamowi.
-Och, skończ tak gadać. Jestem u Nialla. Chyba nie sądziłeś, że poprzestaniemy na tej cztero-minutowej rozmowie o TWOICH Walentynkach? – roześmiał się Payne.
-A nie? – udałem zdziwienie. Spodziewałem się dłuższej rozmowy an ten temat, bo przecież ONI muszą zaspokoić swoją ciekawość.
-Więc na co czekasz? – odpowiedział Horan z pełną buzią (chyba mu nawet coś z niej wyleciało…)
-Na nic. Czemu mam Wam opowiadać, jak spędziłem Walentynki? Nic ciekawego się nie działo…
-Tak. A na następny dzień idziecie ze Stylesem. Za rękę! – oburzył się Liam.
-Czy wy w środę nie mieliście nic innego do robienia tylko podglądać swoich gości zza firanki? – uśmiechnąłem się sarkastycznie do kamerki.
-Ym… Nie. – odpowiedział szybko Liam. Myślę, że to on będzie ze mną większość czasu rozmawiał – dla Nialla teraz liczyło się jedzenie.
-Ughr. I tak dalej tego nie rozumiem. Wy nic o zaręczynach nie opowiadaliście.
-Ale ty o wszystkim wiedziałeś, Tomlinson. My – wskazał ręką na ich dwójkę – nie wiedzieliśmy jakie miałeś plany na wtorkowe popołudnie.
-No nie miałem. Ale się zrobiły.
-Jak? Gdzie? Kiedy? O której? – zaczął recytować kolejne pytanie.
-Dobra, dobra. I tak od początku chciałem Wam o tym powiedzieć, tylko udawałem takiego. – roześmiałem się.
-Miło. Więc zaczynaj. Chętnie posłuchamy twojej historii miłosnej. – roześmiał się Niall wtulając się w Liama.
-Więc… To było tak, że…

~wtorek rano~
Tak. Walentynki. Najgorszy dzień w życiu dla dwudziestoletniego singla. Najlepiej zostać cały dzień w domu, bo na ulicy wszędzie serduszka, kwiatuszki i obściskujący się ludzie. To jest naprawdę wkurzające. W Ameryce to aż oczopląsu można dostać od tych różowych wystrojów każdej sklepowej wystawki. Może tu będzie inaczej….
Tego poranka byłem nieobecny w apartamencie. Wszystko robiłem, jakbym był w jakimś transie. Sam nie wiem kiedy ruszyłem korytarzem na parking, by jechać na Oxford, gdzie dzisiaj będę sam jak palec – Niama nie ma, a nie wiadomo jak Harry będzie się zachowywał względem mnie.
-Hej, Tommo. – wmurowało mnie. Totalnie mnie wmurowało, gdy usłyszałem ten chrypliwy głos na parkingu. Odwróciłem się w kierunku, skąd dochodził owy dźwięk.
-H-hej… Styles? Hej Harry. – wyjąkałem i poprawiłem się w przeciągu ułamka sekundy. –Co ty tu robisz? – zapytałem niepewnie, przeciągając każdy wyraz.
-Przyjechałem po kolegę, byśmy razem mogli pojechać do szkoły.
-A-ale skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać? – spytałem w szoku.
-Liam mi powiedział gdzie mieszkasz. – odpowiedział Harry i posłał ku mnie ten swój „firmowy” uśmiech. –Więc… dołączysz się do mnie? – spytał i spojrzał na mnie spod swoich rzęs.
-Um… z miłą chęcią. – odpowiedziałem z uśmiechem na ustach i ruszyłem w kierunku mercedesa. W głowie pojawiło się milion pytań.
-Jak minęła noc? – spytał Styles gdy zasiadł koło mnie. Ruszyliśmy z parkingu.
-Ym, miło. Za to poranek gorzej – ta myśl, że dzisiaj Walentynki, a ty jesteś sam jak palec… - odpowiedziałem na zadane pytanie. –A Ty jak się masz? – spytałem i posłałem mu uśmiech.
-Nigdy nie wiesz, co Cię spotka, Lou. Mi bardzo dobrze, jak każdy inny, normalny dzień.
-Ah, to się cieszę. Jakie masz plany na popołudnie?
-Ym, nie wiem. Jak wrócę to może spotkam się z kumplem bądź coś w tym stylu. Jak zapewne wiesz, nie mam dziewczyny, więc… No. – zaczął się śmiać sam z siebie. Tak myślę. A może to ja coś odwaliłem?
-Ach, rozumiem, rozumiem. – skwitowałem.
To było dziwne. Rozumiem – kolega przyjeżdża po kolegę, by razem pojechać na uczelnie, ale dzisiaj… dzisiaj są Walentynki. Pewnie to zwykły zbieg okoliczności, ale dla mnie – coś niezwykłego, że chłopak którego kocham, przyjeżdża po mnie w Walentynki.
- Dlaczego Liam i Niall nie pojawią się dzisiaj w szkole? – spytał, przerywając panującą od kilku minut ciszę.
-Bo są Walentynki. A Walentynki to równocześnie ich rocznica. Pierwsza. I Liam… Nie wiem czy mogę już to zdradzić, ale i tak o tym się dowiesz, więc Liam się oświadcza dzisiaj Niallowi a później upojna noc i te duperele.
-O jejku, ale słodziaśnie. – czy on użył słowa słodziaśnie? – Z nich jest naprawdę taka idealne para. Czy Oni się kłócą w ogóle ze sobą?
-Och, byś się zdziwił o jakie drobnostki! Sam byłem świadkiem kilku kłótni. Chociaż nie, to nie kłótnie, to takie… słowne… przepychanki? Któryś coś powie, drugi odpowie, rozumiesz? Komicznie to wygląda. – Harry roześmiał się, czyli zrozumiał. –O jejku, czemu już jesteśmy na uczelni? – spytałem zdziwiony.
-Ym… Bo już dojechaliśmy?
-Ale to tak szybko zleciało. Zaginasz czasoprzestrzeń czy coś… - rzuciłem, nie oczekując odpowiedzi.
-Tak, moje loki. – roześmiałem się w samochodzie.
-O Boże, ale powiedziałeś. Ym, i teraz mam patrzeć na te wszystkie sweet parki i te serduszka? Już mnie mdli.
-Och, Tommo! Gdybyś miał chłopaka, byś tylko czekał na ten dzień.
-Właśnie, gdybym miał chło… Ale zaraz!? Skąd wiesz, że jestem homo? – spytałem oburzony.
-Em… No… Bo… To… Widać… to… jak patrzysz na… Liama i Nialla i… innych chłopaków – wyjąkał zdenerwowany Harry. Zacząłem się śmiać.
-Chyba nie sądzisz, że jestem na Ciebie zły, że wiesz o mnie!? – powiedziałem przez śmiech.
-N-nie? – On tak myślał.
-Ej, Styles. W porządku jest. Ja źle zareagowałem. Za mocno. Choć to miały być żarty! Jesteśmy dobrymi kumplami, dobrze, że o tym wiesz i nie przeszkadza Ci to. – pocieszyłem chłopaka.
-J-jasne. Chodźmy może już. – zakończył Styles i ruszyliśmy do budynków.
Myślałem, że renomowana uczelnia oszczędzi sobie tandetnego wystroju z okazji 14 lutego.
-Oh shit. – jęknąłem cicho do Harrego, na co zaczął się śmiać.
 -Oh, aż tak źle? Ym, zrobię wszystko, by ten dzień nie był aż tak zły, jak sobie wyobrażasz. Przyrzekam! – to wywołało u mnie totalny szok. On chce ze mną spędzić Walentynki?
-Ciekawe jak to zrobisz. – odpowiedziałem przez uśmiech.

~piątek wieczór, rozmowa~
-On już wtedy miał plany względem Ciebie, dupku. – powiedział Niall, a Liam potwierdził kiwnięciem.
-No i? Coś miałem z tym zrobić? – spytałem z sarkazmem.
-Oh, dobra. Nieważne. I co, i co dalej? – dopytywał Liam. To było bardzo miłe, ze to ich interesowało i zadawali miliony pytań, by dowiedzieć się więcej, więcej i więcej.
-O tym, że Malik znowu nas zabijał wzrokiem przez cały dzień i o tym, że spędziliśmy lunch razem oraz o tym, że dzień zleciał nam na bezsensownych rozmowach o niczym konkretnym nie będę Wam opowiadał. Natomiast, jak już byliśmy pod moim domem…

~walentynkowe późne popołudnie~
-Dzięki za miłą przejażdżkę. – powiedziałem grzecznie, gdy wjeżdżaliśmy na parking. –Całkiem miły był ten dzień, tak jak obiecałeś.
-Chyba nie sądzisz, że to było to, co Ci obiecałem? – roześmiał się Harry. – Nie mam ochoty siedzieć cały wieczór sam w domu, więc spędzimy go razem. Proste i logiczne. – oniemiałem. Spędzę Walentynki z Haroldem Stylesem. To odpowiedni czas, by go bliżej poznać.
-Czyli wpraszasz się do mnie. – stwierdziłem, a Harry przytaknął wyjmując kluczyki ze stacyjki.
-Tak, właśnie tak. – po parkingu rozniósł się pogłos dźwięcznego śmiechu chłopaka. – Które piętro?
-O-ostatnie.
-Och, czyli będzie mi dane oglądać piękną panoramę Londynu. Mniam.
-Taaaa, tak myślę. – skwitowałem i ruszyłem do windy.

~piątek, rozmowa na skypie~
-NIE!
-Tak.
-NIE!
-Tak, przecież sami to podejrzewaliście.
-No tak, ale i tak to jest takie, że nie mam słów by to opisać. – podekscytowany Liam to najlepsza rzecz na świecie jaka może być. –To, że co? Jakieś bliższe kontakty coś w tym stylu? Co się działo na górze?
-Nic ciekawego…
-Jakoś wierzyć mi się nie chce. – dopowiedział Niall.
-Ugh. No poszliśmy do mnie, włączyliśmy muzykę, zrobiliśmy sobie coś do jedzenia bo było już późno… I zaczęliśmy rozmawiać… W pytania… I ja się wprost spytałem czy On… czy jest gejem i odpowiedział że tak… na co ja się przesunąłem do niego i… - palcem błądziłem po klawiaturze unikając kontaktu wzrokowego z ekranem. Podejrzewam, że Liam i Niall omal nie spadli z łóżka z podekscytowania. –I… no. Na tym się skończyło. On spojrzał mi w oczy, uśmiechnął się do mnie.. i ja wtedy odleciałem… chciałem go pocałować, ale nie… nie wiedziałem, czy powinienem… czy wypada… -POWINIENEŚ! Przynajmniej byś wiedział, czy On Cię kocha. Bo pewnie by odwzajemnił pocałunek. – powiedział Niall z oburzeniem.
-No tak! Ale… ughr… później żałowałem tego, jak tak patrzyłem na Niego gdy spał na tym wielkim łóżku… i mógłbym spać koło niego.. głupi ja! i jeszcze ta piosenka w tle.. hahaha… o pierwszym pocałunku… spaliłem buraka i odwróciłem głowę…
-Głupi, głupi. – skwitował Liam. –Ale to nie wpłynęło na relację miedzy wami tego wieczora?
-Nie… nawet było lepiej. Jeszcze kilka pytań wymieniliśmy i poszliśmy oglądać jakiś tam film. Harry siedział blisko mnie, tak jakby chciał się na mnie położyć, przytulić… Ale jemu też zabrakło odwagi, by wykonać ten pierwszy krok. Później pograliśmy w scrabble. Oczywiści cały czas rozmawialiśmy, to dlatego na następny dzień Styles był taki odważny już. „Oswoiliśmy” się. Chociaż to bardzo głupie określenie, jak na ludzi.
-A teraz? Jesteście już parą, tak? – spytał Niall.
-Tak, jesteśmy. Tak myślę. W końcu w środę złapał mnie za rękę. Jestem jego pierwszym chłopakiem, a on moim. To taki urocze. Wczoraj byłem u Niego, ale jako kolega. Jeszcze nie powiedział rodzinie, że ma chłopaka. Nawet nie wiem czy oni wiedzą o nim.
-Ah, to pewnie teraz powie. Bynajmniej powinien. – doradził Liam.
- Och, i to chyba ważne, ale dał mi całusa w policzek na powitanie i pożegnanie… i wczoraj u niego leżeliśmy wtuleni w siebie… ja bawiłem się jego lokami… śmialiśmy się i takie tam…
– Awwwwww. To taka piękna historia. Dwa tygodnie temu nie rozmawialiście ze sobą, a teraz jesteście parą. Jestem szczęśliwy, że tutaj, w Londynie, znalazłeś sobie drugą połówkę. – radował się Liam i Niall mu wtórował
- Tak, ja też! Na to liczyłem lecąc tutaj z USA. Jestem cholernie szczęśliwy. – zacząłem się  śmiać z radości. – O jej, już przed pierwszą. Nie wiem jak Wy, ale ja idę spać.
-My chyba też, Niall Kochanie. Paaaa, muah.
-Muah. – rozłącz.

Hello,
kolejny rozdział za Nami. Następna część pojawi się, tak jak zawsze, we wtorek :) Za komentarze i wejście dziękujęęęęę!
Lov ya
PS cóż... mały poślizg, ale przyjaciele ważniejsi ;) od dzisiaj jestem "noł lajfem" wiec nadrobię kilka rozdziałów, by pojawiały się one regularnie :) może za rekompensatę dodam 3 rozdziały w przyszłym tygodniu?

wtorek, 14 sierpnia 2012

Rozdział 9


Wejdź do mnie, jak przyjedziesz. muah.
Napisałem szybką wiadomość pomiędzy myciem zębów a dalszym suszeniem i układaniem włosów. Harry miał być za ok. 5 min, a ja oczywiście byłem w kompletniej rozsypce. Stałem w tej ogromnej łazience w bokserkach, a po ciele spływały jeszcze pojedynce strużki wody. W myślach obmyślałem strój na dzisiejszą kameralną posiadówkę, ale i tutaj była pustka. Na luzaka czy elegancko? Tak, oto są rozterki młodego geja.
ding-dong
Świetnie. Stylesa miałem przywitać w bokserkach. Cóż… mam nadzieję, że chłopak się nie zgorszy. Z dołu do moich uszów dobiegał spokojny i uprzejmy głos Cheryl, która zapraszała lokowatego chłopaka na górę.
puk puk
-Jeśli się nie zgorszysz na mój widok w samej bieliźnie, możesz wejść! – krzyknąłem z łazienki kończąc monotonną pracę nad fryzurą. W odpowiedzi usłyszałem dźwięczny chichot Stylesa.
-Mam nadzieję, że nie będę miał po tym urazu do końca życia. – odpowiedział z humorem Harreh. – Może w czymś Ci pomóc, Tommo? Chyba będzie nie fajnie, jak się spóźnimy…
-Ym.. Głupio o to prosić, ale możesz mi wybrać coś fajnego do ubioru? – rzeczywiście było głupio o to prosić, ale czas nas gonił.
-Jasne, czemu nie. – skwitował Harry tą rozmowę miedzy ścianami.
Przy Jego obecności czułem już się w zupełności swobodnie. Nie jąkałem się, nie zawieszałem – twardo stąpałem po ziemi. Zapewne to dzięki tym ponad 30 godzin spędzonych razem – Walentynki, noc oraz dzisiejsze nudnawe zajęcia na Oxfordzie. Tak, tegoroczne Walentynki spędziłem z Haroldem Stylesem. Tak, Harold Styles jest homoseksualistą. Jakim uczuciem mnie darzy? Nie wiem, czymś wyjątkowym i mocnym.
-Ej, mógłbyś już wyjść z tej łazienki, dochodzi 6, w czterdzieści minut nie dojedziemy do Liama.
-Już, już! – odkrzyknąłem i wyszedłem do pokoju.
Na łóżku siedział Harry. Jak zawsze przywitał mnie szerokim uśmiechem i bystrymi, zielonymi oczami. Na sobie miał długie, w miodowym odcieniu spodnie, a do tego założył bawełnianą, białą koszulę. Do tego zestawu dodał czarny pasek oraz niskie buty zimowe.
-Hej. – powiedziałem wchodząc do pokoju i pomachałem do Niego. Ale głupie przywitanie.
-Witaj, dawno się nie widzieliśmy. Całe 3 godziny.
-Dla mnie to jak cały dzień. – odrzekłem, a na twarzy Harrego zauważyłem czerwone policzki.
-Masz, mam nadzieję, że może być. – wskazał na biały t-shirt w serek,  szary, ale z rudymi rękawami sweter typu kardigan oraz, co wywołało u mnie uśmiech, spodnie w dokładnie takim samym odcieniu co lokowaty miał na sobie. Jak dobrze, że Styles do zestawu wybrał czarne vansy, a nie kozaki.
-Jasne, że może. A spodnie to znak rozpoznawczy, że na imprezę idziemy razem? – roześmiałem się.
-Ym, można tak powiedzieć. Nie mów, że Ci to przeszkadza? – Styles doskonale wiedział, jak ze mną pogrywać. Nic nie odpowiedziałem, tylko pospiesznie zacząłem się ubierać. Zakładając spodnie czułem wzrok Harrego na moich pośladkach. Triumfalnie uśmiechnąłem się pod nosem.
-I jak? – spytałem chłopaka prezentując się w pełnej krasie.
-Idealnie. – skwitował. –Możemy już iść?
-Oczywiście, że tak. Co ty taki niecierpliwy? – wywróciłem oczami.
Ruszyliśmy na parking. Tą krótką, ale jednocześnie długą drogę nic się do siebie nie odzywaliśmy.
- A ty gdzie idziesz? Dzisiaj to ja Cię wożę! – wykrzyczałem do Stylesa.
-Al..
-Nie ma mowy, nie ma mowy. Wczoraj ty mnie woziłeś, a ja dzisiaj Ciebie, Harreh. – Harry tylko jęknął, bo nie mógł pogodzić się tym, że nie może przejechać się swoim mercedesem. Ruszyliśmy w nieco długą drogę do Liama i Nialla – na ich „zaręczynowe” przyjęcie.
-Jak się czujesz? – spytałem po kilku minutach.
-Świetnie. Nigdy nie czułem się tak szczęśliwie. Ciekawe czemu… A Ty?
-Cóż… Też wspaniale. I też nie wiem co jest tego powodem. – lekko uśmiechnąłem się pod nosem. – Rodzice nic nie mówili, że wróciłeś dopiero dzisiaj?
-Nie, rodzicom wczoraj powiedziałem przed wyjściem z domu, ze wrócę dzisiaj.
-Ach, czyli przypadkowe wproszenie się do mnie było zaplanowane?
-Tak, zaplanowane. – odpowiedział śmiało i z wyraźnym zadowoleniem. –A u Ciebie nic nie mówili, że, w pewien sposób, spędziłeś Walentynki z chłopakiem?
-Simon o mnie wie, więc nic nie miał do gadania. – skwitowałem szybko. –Musimy powtórzyć takie spotkanko, ale tym razem z Liamem i Niallem. Chyba nie będzie Ci to przeszkadzało?
-Mi? Skąd! Są bardzo fajnymi znajomymi, naprawdę lubię ich i się cieszę, że po półtora roku studiowaniu zbliżyłem się do kogoś z uczelni. A jak myślisz, czy jakbym ich nienawidził, to bym przyjął twoje zaproszenie na dzisiejszy wieczór?
-Hym.. no nie wiem. Może tak. I wtedy byś rozpętał rzeź z kieliszkiem w ręku? To całkiem możliwe. – powiedziałem, a Harry prychnął śmiechem.
-Ty jak coś powiesz Tomlinson! Raczej czy Oni nie będą mieli nic naprzeciwko, że przyjdziesz z kimś?
-Nie, dostałem podwójne zaproszenie. Na początku planowałem przyjść z dmuchanym facetem, ale później pomyślałem o Tobie, a później wspólne Walentynki… - dokończyłem niepewnie.
-Ach, to cieszę się, że będę tam mile widziany, Lou. – zakończył ten temat z uśmiechem.
-Jesteśmy u celu, prowadził Was Louis Tomlinson. Pozdrawiam! – powiedziałem ze śmiechem.
Wyszliśmy na typową, zimową aurę pogodową. Tego roku, zima dała w kość Brytyjczykom. W domku jednorodzinnym, gdzie byłem pierwszy raz, światła były zapalone tylko na parterze. Przez firanki dostrzegłem kilka postaci, ale znów nie był to jakiś ogromny tłum. Ucieszyłem się z tego powodu, bo znajdzie się czas by spokojnie porozmawiać z Liamem i Niallem.
Ruszyliśmy do drzwi wejściowych. Szliśmy ramię w ramię, nasze dłonie ocierały się o siebie, co wywoływało u mnie palpitacje serca. Harry Styles chciał złapać moją dłoń, jednak nie jest tego pewien. Czy to jakiś znak? Czy to znak jego uczuć?
-Witaaaaamy! – nawet nie doszliśmy do drzwi, a już Liam i Niall przywitali nas radośnie. Wcale nie byli zaskoczeni, że pojawiłem się z Kimś. Pewnie podglądali nas przy wysiadaniu z focusa. Rzuciłem się na ta dwójką.
-Aaaaaaa! I jak? I jak? Jesteście zaręczeni!? Boże, Niall, powiedz, że przyjąłeś oświadczyny!? Aaaa! Przyjąłeś! Pokaż, pokaż! – trajkotałem jak najęty. Milion wyrazów twarzy na minutę. Przytulanie, oddalanie i znów przytulanie. –O mój Boże. O mój Boże. To jest piękne. Zaraz się poryczę. – obrączka zaręczynowa była wspaniała! Idealnie pasowała do Nialla. –Jestem cholernie szczęśliwy! – oczy mi się zeszkliły. Wdech wydech. –Gratuluję Liam! – podszedłem do Niego, przytuliłem Go oraz ucałowałem w policzek. Tak samo postąpiłem z Niallem. Wtedy przypomniałem sobie o Harrym. –Mam nadzieję, że moje dwuosobowe zaproszenie jest nadal aktualne? – spytałem z humorem.
-Oczywiście, że tak. – odpowiedział zadziornie Horan.
-Hej Liam, siemasz Niall. Gratuluję! – Styles, niczym ja kilka chwil temu, podszedł do obu i przytulił Ich z poklepaniem po plecach.
-Rozgośćcie się. Za kilka minut zabierzemy Was na spokojniejszą rozmowę. – powiedział spokojnie Liam.
-Jasne, lećcie do rodziny. – odrzekłem. – Wiesz, że o Tobie zapomniałem, tak poniosły mnie emocje…
-Ym… szkoda, że zapomniałeś, jednak dobrze się bawiłem, widząc te zdziwione twarze chłopaków. Przez chwilę miałem wrażenie, że Oni się Ciebie boją! – Harry roześmiał się.
-Aż tak to wyglądało? – również się roześmiałem. Wspólnie ruszyliśmy do salonu, gdzie w kilku grupkach rozmawiało ze sobą ok. 10-12 osób. Bodajże byli to rodzice Chłopaków i inni, nie znani mi ludzie.
-Ym, fajnie, że nikogo nie znam. – powiedział Harry.
-Patrz, mam do samo. Musimy poczekać na Niama…
-Na co!? – spytał zdziwiony Styles.
-Liam i Niall to Niam…
-Skąd ty to wytrzasnąłeś!?
-Ym, sam sobie wymyśliłem… - Harry zaczął się śmiać. –Może coś do picia chcesz? – zmieniłem temat.
-Przynieś mi jakiś napój. – po usłyszeniu odpowiedzi ruszyłem w kierunku stołu z przekąskami i napojami. Wybrałem lemoniadę – dla mnie i dla Harrego. Podczas drogi powrotnej do Chłopaka, rozbrzmiała spokojna melodia, a głos zabrał Liam, który stał pod jedną ze ścian razem z Niallem.
-Trzymaj. A Oni co, przemowa zaręczynowa? – prychnąłem śmiechem do Stylesa, a ten mi zawtórował.
-Pewnie coś w tym stylu. Ale weź zachowaj spokój, widać, że chłopak się stresuje. – uspokajał mnie Loczek.
-Więc… - zacząłem słuchać Przyjaciela – chcielibyśmy oficjalnie potwierdzić Nasz – tu wskazał na siebie i Nialla – związek! Wczoraj Horan przyjął moje oświadczyny. – w malutkim domku rozległy się wiwaty, oklaski, i gwizdy. Rozśmieszyła mnie ta sytuacja. Po kilku sekundach tłum naparł na Niama.
-Cóż… chyba sobie trochę poczekamy. – powiedział znudzonym tonem Harry.
-Pozwól cieszyć się im szczęściem, przyjdzie i czas na nas. – uśmiechnąłem się do Stylesa. Ze stołu porwałem miskę z żelkami i przeszliśmy na jedną z sof. –Więc… Może żelka? – wypaliłem do Harrego.
-Tak, po proszę. – znów zaczął się śmiać. Gdy wygodnie rozsiadłem się na kanapie, jedną z rąk położyłem na oparciu – wyglądało to tak, jakbym objął ramieniem Harrego. Jego reakcja zdziwiła mnie najbardziej – swoją głowę oparł na mojej ręce. W moim brzuchu zatrzepotały motylki.
-O czym myślisz? – spytałem z ciekawością.
-Hym… o tym, by zrobić transplantacje tym oto żelkom oraz zastanawiam się, czemu po prostu mnie nie objąłeś, tylko niby przypadkiem, ot tak, położyłeś swoją rękę tam, gdzie położyłeś. – Styles posłał ku mnie łobuzerski uśmiech, a ja spaliłem buraka. –Wyglądasz uroczo, gdy się rumienisz. – dźwięczny śmiech rozległ się w moim najbliższym otoczeniu.
-Ym.. to może poróbmy tą transplantację. – powiedziałem zmieszany.
-Aw, zobacz Liamuś, jak Oni uroczo ze sobą wyglądają. I jak potrafią się zabawić. – usłyszałem po kilku minutach. Posłałem im morderczy wzrok, a Harry wręcz przeciwnie – uradowany podniósł głowę w ich kierunku.
-Hej Niam. – Harry im się odegrał. Stłumiłem wybuch śmiechu, a Niall już nie był tak radosny, jak kilka sekund temu.
-Jak się macie? – zmienił temat Payne.
-Wyśmienicie. – odpowiedziałem pewnie. – A wy?
-Lepiej niż kiedykolwiek było. – odpowiedział Liam, który odnalazł dłoń swojego Narzeczonego i zamknął ją w uścisku. –Jak minęły Walentynki?
-Dobrze. – skwitował Harry. – Z Louisem nie da się nudzić.
-A nie mówiłem. – Liam śmiało powiedział do Horana.
-No nie, zamiast wczoraj zajmować się sobą, Wy rozmawialiście o tym, z kim spędziłem Walentynki. Super. Jak przejażdżka na London Eye? – teraz to ja zmieniłem temat.
-Ym…. – rozmarzył się Niall. – To było jedno z najlepszych 45 minut mojego życia. Szampan, romantyczne uniesienia, zaręczyny…  A przed i po spacer po Londynie, i ta kolacja… i ta noc…. – oczy Nialla zaszły mgłą.
-Och, to jest naprawdę wzruszające. – zabrał głos Harry. –Ym, Liam, gdzie jest łazienka?
-Korytarz za schodami, drzwi po lewo. – Styles usłyszawszy wskazówki, podniósł się z kanapy i ruszył do łazienki. –No, opowiadaj. Jesteście parą? Całowaliście się? CO wczoraj robiliście!? – teraz to Liam gadał jak najęty, a Niall sam uniósł się z miejsce z podekscytowania.
-Więc… Razem pojechaliśmy na Oxford. Wczoraj i dzisiaj.
-Kolacja ze śniadaniem. – dopowiedział Niall.
-Na uczelni cały dzień razem. Odwiózł mnie do domu i… wprosił się. W zasadzie to sam chciałem go zaprosić, ale mnie uprzedził. Najpierw oglądaliśmy telewizję, rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Już się przy nim nie zacinam.
-WOW, osiągniecie. – skomentował Payne.
-Zrobiliśmy sobie kolację, później graliśmy w scrabble, zrobiło się późno, Harry został… Spaliśmy w osobnych łóżkach!
-Łeee… - Niall teatralnie zasmucił się. Zaśmiałem.
-A dzisiaj w szkole zaprosiłem Go na dzisiejszy wieczór. I no.. Jesteśmy.
-Ale coś się dowiedziałeś? Znaczy cos czuje do ciebie? – dopytywał się Liam. Nie zdążyłem mu powiedzieć, Harry zbliżał się do nas. Tylko pokiwałem głową na boki.
-Aw, to było miłe. Dobrze, że Niall nie rzucił się na Ciebie i nie rozbierał cię w tej kabinie! – roześmiałem się.
-Ha Ha Ha. – dopowiedział Horan.
Harry zajął miejsce koło mnie. Ponownie oparł swoją głowę o moją rękę, na co Liam zareagował lekkim uśmiechem.
-No, pora na nas Niall. Pora na kolejne kółko wśród gości. – Liam wyciągnął swojego Narzeczonego i opuścili nas z lekkim uśmiechem.
-No… Znów skazani na siebie i na żelki. – skwitował Styles. Lekko się uśmiechnąłem, spoglądając w te zielone oczy.
Tak wyglądał cały wieczór. Bardzo miły wieczór. Pogawędki z Harrem, z Liamem, z Niallem. Poznałem ich rodziców. Panowała bardzo miłą atmosfera.
-Cieszymy się, że przyszedłeś z Louisem, Harry. – powiedział Liam na pożegnanie.
-Też się cieszę, że miałem okazję osobiście Wam pogratulować. – odpowiedział grzecznie Styles.
-Może w weekend spotkamy się gdzieś na mieście? – zaproponowałem.
-Jasne, czemu nie. To jakoś się zgadamy. – rzekł Horan.
-Okej, to jesteśmy umówieni. Trzymajcie się! – uścisnąłem Chłopaków na pożegnanie i wyszedłem na dwór. Po chwili dołączył do mnie Harry.
-To… dzisiaj Cię odwiozę do domu, a jutro odstawię Ci auto. – tak, właśnie umówiłem się na kolejne spotkanie ze Stylesem.
-Och, czyli jutro się spotkamy? Jeśli tak, to zgoda. – odpowiedział triumfalnie Harry. Ruszyliśmy do samochodu.
Ciepła dłoń Harrego oplotła moje palce prawej ręki.


Siema cześć! Kolejna część za nami - dodana nieco później, ale jest (moja wina, nie mogłem się oderwać od układania puzzli). Mam nadzieję, że się podobało :)
Za kolejne liczne wejścia i kolejne komentarze - dziękuję! Jest mi niezmiernie miło, że podoba Wam się moja opowiastka!
Zapraszam w piątkowe popołudnie na "dziesiątkę".
#1love
PS niektórzy tego nie rozumieją, ale pisanie rozdziału nie zajmuje 5 minut - czasem kilak godzin, więc są dni, w których JA nie mam ochoty siedzieć te kilka godzin przed kompem, bo obiecałem rozdział. Zbliża się koniec wakacji, chcę je wykorzystać do maksimum - nie koniecznie przed laptopem. Jeżeli zdarzy się taka okazja, że ponownie będę pisał na twitterze, że dany rozdział jest zagrożony - mam nadzieję, że spotkam się z większym zrozumieniem.
PS2 rozpisałem się, ale musiałem! hahaha

piątek, 10 sierpnia 2012

Rozdział 8


-Mamo, nic mi nie jest, to z nerwów. – próbowałem uspokoić moją rodzicielkę, klęcząc przy muszli klozetowej oddając śniadanie.
-Dobrze, dobrze. Tym bardziej ziółka Ci się przydadzą. Zejdź za kilka minut na dół. – odpowiedziała pospiesznie i równie szybko usłyszałem jej kroki dochodzące ze schodów.
Czułem się lepiej, chociaż żołądek nadal skręcał mi się z nerwów. Plus taki, że nie zbierało mi się na wymioty. Leniwie wstałem z podłogi, by umyć twarz, zęby i przeczesać mokre od potu blond włosy. Założyłem koszulkę od piżamy (kocham te dni, gdy o 1 po południu chodzę ubrany w nocnym stroju) i zszedłem na dół.
-Jak tam kochanie? Wyglądasz o niebo lepiej. Siadaj, wypij lipę. – moja mama troszczyła się dzisiejszego dnia o mnie niezwykle uroczo. Na stole kuchennym postawiła kubek z ziołami oraz suche, kukurydziane chipsy.
-Dziękuję, a czy będę mógł później liczyć na jakąś tabletkę na uspokojenie? – zapytałem niepewnie, uśmiechając się i drapiąc po głowie jednocześnie.
-Jasne, zrobię wszystko co w mojej mocy, by ten dzień przebiegł pomyślnie. Wiec – mama dosiadła się do mnie z kawą, którą właśnie upijała – opowiadaj co wiesz, czego się spodziewasz po Liamie! – mama niemal skakała z podekscytowania na krześle.
-To będzie coś dużego.. Czuje to. Inaczej bym się tak nie denerwował. Ach, i jeszcze od kilku dni Payne z Louisem cały czas gadają o czymś.  Ale tylko gdy mnie nie ma z nimi, a jak wrócę to zapada cisza. Rozumiesz?
-Tak, tak. O Boże! A co jeśli Liam Ci się oświadczy!? – brawo. Kilka łyków tego ohydnego napoju, który musiałem pić, zmarnowało się, ponieważ wylądowały one na mojej piżamie.
-Mamo! Jesteśmy dopiero rok ze sobą. Tak Ci spieszno zostać teściową?
-Rok to AŻ 365 dni, słońce.  A po za tym, chyba nie zdajesz sobie sprawy, z tego, jak On na ciebie patrzy. I ty na Niego. Wyglądacie na parę, które jest ze sobą min. 3 lata. On Cię pragnie, Niall. A ty?
- Głupie pytanie. Oczywiście, że chciałbym spędzić z Nim całe Zycie. Nigdy nie znajdę drugiego takiego chłopaka. Wręcz jestem naćpany Jego miłością… - spojrzałem za okno i dostrzegłem, ze lekko prószy śnieg. Usłyszałem śmiech mamy.
-Może przestaniesz słuchać „Drunk on love”. TO CI MÓZG PSUJEEE! – parsknąłem, gdy to usłyszałem. – O której Liam po Ciebie przyjdzie? – ponownie spojrzałem na mamę.
-O 4 będzie. Jakoś tak. Ym.. Nie wiem jak mam się ubrać.. Co o tym myślisz mamo? – w tym punkcie byłem w kompletnej rozterce.
-Myślę, że garnitur nie będzie w tej sytuacji przesadzonym strojem. – odpowiedziała i posłała ku mnie promienny uśmiech dopijając kawę.
-Tak myślałem, tylko mnie utwierdziłaś w tym przekonaniu. – zegar wybił drugą po południu. – O nie, już ta godzina!? Idę się szykować, mamo. – opróżniłem kubek i ruszyłem do mojego pokoju. Starałem się o tym nie myśleć, ale co jeśli mama ma rację? Ta myśl siedziała mi cały czas w głowie i dawała o sobie znać w każdym momencie. Nie chcę o tym myśleć. Z kilku powodów. Przez to robiłem się bardziej zdenerwowany. Drugi, i ważniejszy – wyobrażę sobie za dużo i będę później chodził struty, że Liam nie oświadczył się dzisiejszego wieczoru. Horan, nie myśl o tym! Myśl o jedzeniu, myśl o jedzeniu!
Na początek zacząłem sprzątać swój pokój. Po uporządkowaniu biurka oraz pościeleniu łóżka udałem się do łazienki, gdzie spędzę mniej więcej najbliższą godzinę. Ciepły prysznic i zapach truskawkowego szamponu ukoił mnie i moje myśli. Po starannym wytarciu się, obwiązałem ręcznik na biodrach i przystąpiłem do innych zajęć, takich jak mycie zębów, golenie się i układanie fryzury. Robiłem to z niezwykłą starannością, więc po godzinie i pięciu minutach mogłem udać się ponownie do pokoju, by wybrać strój na dzisiejszy wieczór. Biała, świeża koszula, a do niej czarny, cienki krawat. Do tego talkowana marynarka oraz spodnie od kompletu. Z szuflady wyciągnąłem skarpetki w tym samym odcieniu co garnitur. To głupie i dziwne, ale nie mogłem zdecydować się czy założyć slipy czy bokserki. Kusiło mnie, by pójść bez żadnej bielizny, jednak wtedy przypomniałem sobie, ze jest mroźno. W ostateczności wybrałem obciśle, czarne slipki od Kleina, by podkreśliły  to i owo. Po upływie 30 minut byłem gotowy by wrócić do łazienki  i poprawić fryzurę oraz wzmocnić woń, która unosiła się wokół mnie. Po 110 minutach schodziłem na dół z płaszczem i bitami zimowymi.
-Niall, w końcu! Ile mo… - z salonu wyszła ku mnie mama i… zaniemówiła, a ja się zarumieniłem. – Wyglądasz pięknie.
-Mamo, nie płacz… - płakała.
-Ale, gdy nie mogę tego powstrzymać! Jesteś piękny, oczekujesz na swojego chłopaka. Cholernie jestem szczęśliwa, że jesteś szczęśliwy, Niall. – podszedłem do mamy, która „wachlowała” sobie oczy ręką, by powstrzymać łzy. Uściskałem ją najmocniej na świecie.
-Kocham Cię, mamo. – sam poczułem wzruszenie.
-Też Cię kocham, ale to już pewnie wiesz.
Dzwonek do drzwi. Zamarłem.
-Idź do kuchni, naszykowałam Ci tabletkę. Ja otworzę. – kobieta szybko ocierała swoje łzy, a ja pospiesznie ruszyłem do kuchni.
-Dobry wieczór! – zapewne w tym momencie Liam czarował moją mamę swoim uśmiechem.
-Witaj Liam! Wejdź, Niall jest już gotowy.
-Tak! Jestem! Witaj Payne. – niemal wybiegłem z kuchni i zobaczyłem jeszcze bardziej urokliwego niż zwykle, mojego chłopaka. Obdarowałem do całusem w policzek na przywitanie i zacząłem ubierać się.
-Czy pozwoli Pani, ze zabiorę Nialla na jakiś bliżej nieokreślony czas? – ale On jej słodzi. I jaki On dzisiaj uroczysty. Ciekawe ile razy powtarzał to sobie, by wypowiedzieć to bez zająknięcia.
-Uciekaj z Nim nawet na koniec świata, jeśli masz ochotę! – odpowiedziała mam ze śmiechem. Liam jej zawtórował.
-Jesteś gotowy? – zwrócił się do mnie. Pokiwałem głową w odpowiedzi.
-Bawcie się dobrze! Och, tylko, żeby mi z tego dzieci nie było! – pogroziła nam teatralnie palcem i zaczęła się śmiać.
-Dziękujemy i również życzymy miłego wieczoru – odpowiedział Liam grzecznie, gdy opanował swój napad smiechu. Pomachałem mamie na pożegnanie i wyszliśmy z domu. W ciemności odnalazłem dłoń Liama i ruszyliśmy przed siebie.
-Jak minął dzień? – Payne przerwał tą miłą ciszę.
-Dobrze, teraz zaczyna się jego najlepsza część. A Tobie?
-Dokładnie jak u Ciebie. – wzmocnił uścisk naszych dłoni i obrócił mnie, byśmy stali twarzą w twarz. – To jak, zostaniesz moją Walentynką? – między nami pojawiła się pojedyncza róża.
-Oczywiście, że tak. – odpowiedział pewnie patrząc Liamowi w oczy i zbliżając się do niego na tyle blisko, by złączyć nasze usta w namiętnym pocałunku. – W tym momencie będę musiał odmówić Tomlinsonowi, gdyby dzwonił… - powiedziałem ze smutkiem w głosie, jednak po dostaniu kuksańca w bok od Liama roześmiałem się. Ponownie odnalazłem jego ciepłą dłoń i ruszyliśmy dalej ulicami Londynu.
-Swoją drogą, jak myślisz, z kim Lou spędza dzisiejszy dzień? – spytałem z ciekawością.
-Jestem pewien, że z Harrym.
-Och, tak myślisz? Jutro zapewne się wszystkiego dowiemy. – skwitowałem – Gdzie idziemy, jeśli można wiedzieć?
-Nad Tamizę. Mam nadzieję, że nie przeszkadza CI taki długi spacer?
-Z Tobą mogę iść na drugi koniec świata. – odwróciłem się w Jego stronę i złożyłem na jego ciepłych wargach pocałunek.
Podczas naszej przechadzki przez miasto odzywaliśmy się bardzo mało. Pasowało mi to. Liczyło się to, ze minął rok, a ja mogę ściskać jego rękę i czuć ciepło bijące od jego ciała.
Zbliżaliśmy się do Tamizy. Do moich uszów docierało charakterystyczne BONG ONG BONG, które zwiastowało Brytyjczykom, że jest już szósta.
-Idziemy na London Eye. – to było stwierdzenie, a nie pytanie – Zawsze chciałem tam iść z partnerem w Walentynki. Dziękuję, za spełnienie kolejnego marzenia. – odwróciłem się do Liama i posłałem mu szeroki uśmiech, który odwzajemnił.
-Cieszę się, ze będzie Ci się podobało. Nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy. Dzisiaj mija rok, gdy zgodziłeś się zostać moim chłopakiem. Przez ten rok zdążyłem Cię pokochać jeszcze bardziej. – Liam zatrzymał się i złączył nasze usta w pocałunek. – Dziękuję, że jesteś. – poczułem ścisk w gardle. Pojedyncza łza spłynęła po policzku. Liam zauważył ją, lekko się uśmiechnął i starł ją swoim kciukiem. – Nie płacz, Blondasie.
-Jak nie płakać, gdy tylko moje łzy oddają to, jak się teraz czuję. – wtuliłem się w Liama.
-Chodź Kochanie, miła przejażdżka na Oku na nas czeka. – Payne gładził mnie po plecach i złożył całus na moich włosach.
Po kilku minutach Obsługa Koła życzyła nam miłego przejazdu i uśmiechali się do nas sztucznie. Oni tak nie myślą. Oni chcą byśmy się udusili w tej kabinie.
-Proszę. – Liam zachęcająco zaprosił mnie do kabiny i wpuścił mnie przodem.
-Och, dziękuję. – w środku panowało przyjemne ciepło, więc zdjęliśmy nasze okrycia wierzchnie. Na jednej z kanap stał szampan z dwoma kieliszkami oraz karteczka z napisem Rodosnego Dnia Świętgo Walentego. Znów pomyślałem, że Obsługa wcale tak nie myśli. Oni pragną, by ten dzień był najgorszym dniem w naszym życiu. Ale tak nie będzie. Liam objął mnie od tyłu. Ruszyliśmy w 45 minutową podróż.
-Więc… Moża szampanu? – spytał mnie uwodzicielskim głosem. Zaraz odlecę.
-Z miłą chęcią. – odrzekłem, i obróciłem lekko głowę, by złożyć krótki pocałunek na ustach Liama. Poszedłem na drugą kanapę. Po kilku sekundach w szklanym pomieszczeniu rozległ się huk otwieranego alkoholu, a po następnych kilkunastu sekundach, obok mnie usiadł mój chłopak.
-Za nas. Za to, byśmy za rok mogli świętować naszą drugą rocznicę. – wypowiedział lekko Payne podając mi mój kieliszek.
-Za nas. – powtórzyłem cicho i upiłem łyk napoju, patrząc Liamowi w oczy. Odstawiłem moje oraz jego naczynie i przyssałem się do warg Liama.
Namiętnie zacząłem go całować, przenoszą się na jego kolana i obejmując go w pasie rękami.
-Kocham Cię Liam. Kocham Cię. Nigdy Cię nie opuszczę. – wydyszałem miedzy pocałunkami. Liam zaczął całować mnie po linii żuchwy, a ja lekko odchyliłem głowę, dając mu znak, by robił swoje dalej. U dołu zacząłem wyczuwać rosnące napięcie.
-Niall, chyba nie chcesz tutaj uprawiać seksu? – spytał chrapliwym głosem.
-Oczywiście, że chcę. Ale wolę poczekać do późniejszych godzin wieczór. Myślę, że Ty również?
-Dokładnie. – stwierdził  ciężkim głosem, ściskając moje pośladki. Z moich ust uleciało ciche stęknięcie. Położyłem głowę na kolanach Liama i razem wpatrywaliśmy się w dal Londynu. Chłopak zaczął bawić się moimi włosami. Mniej po upływie 20 minut od rozpoczęcie przejażdżki, Payne zaczął wstawać ze swojego siedziska.
-Niall.. – zaczął drżącym, niepewnym głosem. Jedną ręką szukał czegoś w kieszeni spodni. – Czy… czy… - wyjął charakterystyczne pudełeczko ze spodni. Z wrażenia wstałem z miejsca i przyłożyłem rękę do ust. – Czy zostaniesz… zostaniesz moich mężem? – chłopak uklęknął przede mną i otworzył czarne, zamszowe pudełeczko. Moim oczom ukazała się srebrna obrączka. Moje oczy zaczęły piec i czułem, że robią się mokre. Zniżyłem się do poziomu Liama.
-T-tak. – powiedziałem przez łzy i rzuciłem się na mojego Narzeczonego, powalając Go na podłogę. Zacząłem obsypywać go milionami całusami. –Nawet nie wiesz, jak się teraz czuję. Jak jestem cholernie szczęśliwy. Dziękuję. – przytuliłem Liama i zacząłem płakać na jego ramieniu. Ten pocierał moje plecy i głaskał mnie po włosach.
-Niall, kochanie.. Nie wiem co powiedzieć… Może przymierzysz obrączkę?
-Ach, tak. Z ogromną chęcią. – wstałem i podałem dłoń Liamowi, by pomóc mu w podniesieniu się z podłogi i usiąść razem na tej samej kanapie, co leżeliśmy parę minut temu.
Payne wyciągnął srebrną obrączkę. Swoimi bystrymi, brązowymi oczami patrzył na moją twarz uśmiechając się delikatnie. Niezwykle delikatnie ujął moją prawą dłoń i wsunął na środkowy palec pierścień. Oboje spojrzeliśmy na dół. Prezentował się niezwykle, a ja spoglądając na Liama spod rzęs zamknąłem nasze usta w długim, namiętnym pocałunku.
Dopijając szampana, leżąc w objęciach, spostrzegliśmy, ze 40 minut przejażdżki minęło. Bardzo szybko…
-Najwspanialsze 40 minut w moim życiu. Dotychczasowym życiu. – wyszeptałem.
-Najwspanialsze i najbardziej nerwowe  40 minut w moim życiu. – poprawił mnie Liam. Zaśmiałem się.
-Chyba nie sądziłeś, że Cię odrzucę?
-Tak, tak sądziłem. Jesteśmy dopiero rok, a ja wyskakuję z oświadczynami.
-Rok to aż 365 dni, słońce. – zacytowałem swoją mamę.
-I 8760 godzin. To wystarczająco długo, bym się przekonał, że ty jesteś tym jedynym.
-Słodzisz mi bardzo dzisiejszego wieczoru, Liam. – zachichotałem rumieniąc się. Właśnie wychodziliśmy na zewnątrz, gdzie się ochłodziło i śnieg przybrał na sile. Mimo, że kabina była szklana nie zauważyłem tego. Wzdłuż kręgosłupa przeszły mnie drgawki, więc wtuliłem się w Liama, który jedną ręką mnie objął, a drugą pisał do kogoś sms. Chciałem spytać się kim ten ktoś jest, ale nie chciałem być nachalny.
-Dokąd teraz zmierzamy? – spytałem z ciekawości.
-Cóż. Jest Ci zimno, jesteś głodny. Łapiemy taksówkę i jedziemy do mnie. – odpowiedział Liam z humorem. –Taxi! – Payne zatrzymał czarny pojazd. Po kilkunastu minutach drogi, podczas której byłem nadal wtulony w mojego Narzeczonego, zajechaliśmy pod jego dom na Lambeth. W oknach piętrze panował dziwny półmrok. Po opłacenie taksówki, razem wysiedliśmy z auta i ruszyliśmy do budynku. Po wejściu do niego ukazał się piękny i magiczny wystrój domu.
Przy dużym jadalnym stole były nakrycia dla dwóch osób, bukiet kwiatów oraz dwie, długie białe świece, które były już zapalone. Na stoliczku w salonie chłodził się szampan. Wszędzie były porozstawiane świece, od których bił owy półmrok. Na schodach dostrzegłem płatki kwiatów, a mój węch wyczuł smaczną woń pieczeni, która była ustawiona pomiędzy nakryciami na stole. W tle leciała cicha, spokojna muzyka. Z mojej piersi wydobył się cichy jęk rozkoszy typu aw.
-L-liam… To… Jak… Gdzie… To jest piękne. – odwróciłem się w Jego kierunku i złożyłem kolejny pocałunek na jego ustach. –Dz-dziękuję za ten wspaniały już wieczór. – Liam zachichotał, ale nic nie odpowiedział. Pomógł mi zdjąć i płaszcz i odwiesił go na wieszak.
-Zapraszam do stołu. – wskazał nonszalancko ręką, w którym kierunku mam podążać. Po drodze wziął szampana oraz kieliszki, a w jadalni – jak przystało na mężczyznę – pomógł mi usiąść do stołu. Cicho się zaśmiałem.
-Dziękuję, panie Payne.
-Do usług, panie Horan. Szampana?
-Tak, poproszę. A na deser poproszę pana, panie Payne. – odwróciłem się w jego stronę z łobuzerskim uśmiechem na ustach.
-Obawiam się, że będzie to pana drogo kosztować, panie Horan.
-Dla tak wspaniałego mężczyzny, zrobię wszystko. – Liam nic już nie odpowiedział, a jedynie złożył na moich ustach krótki pocałunek.
-Podano do stołu.
Kolacja była pyszna. Jednak to nie to było najważniejsze. Najważniejszy był Liam, który w końcu się uaktywnił i zaczął gadać jak najęty. Może wcześniej był zdenerwowany przez możliwość odrzucenia przeze mnie jego oświadczyn? Myślę, że tak. Po pewnym czasie Liam przestał tak nadawać, a skupił się bardziej na mnie. On mnie uwodził. Kochałem to. I naszykowana potrawa smakowała lepiej z jego widelca.
-Zatańczy Pan ze mną? – spytał mnie uwodzicielskim głosem i wyciągnął teatralnie dłoń, którą odruchową złapałem.
-Z nie mniejszą radością, panie Payne.
Leciała nastrojowa muzyka, w sam raz na przytulańca. Wokół mnie unosiła się cudowna woń mocnych, ale przyjemnych dla mojego zmysłu węchu perfum Liama. Wirowaliśmy wokół siebie w rytm muzyki. Patrząc przez okno rozmarzyłem się. Chciałbym, by tak wyglądał nasze wspólne wieczory. Ja, Liam, muzyka i szampan. Nic więcej.
Muzyka zmieniła rytm. To pewnie kolejny utwór, jednak my nie zmienialiśmy swojego tańca. Lekko podniosłem głowę, by spojrzeć Liamowi w oczy.
-Kocham Cię. – wyszeptałem do jego ust, które zamknąłem w pocałunku.
-Kocham Cię. – powtórzył i pocałował mnie namiętniej, niż ja kilka sekund temu jego.
Nasz pocałunek trwał wieki. Trwał długo, ale przez cały czas nasilał się. Jedną rękę wplotłem w jego włosy, a drugą włożyłem do tylniej kieszeni jego spodni. Liam za to lekko ścisnął moje pośladki, na co ja odpowiedziałem lekkim jęknięciem rozkoszy. Czułem, że za kilka minut będziemy uprawiać równie namiętny seks.
Nie minęło długo, gdy poczułem jak moje ciało unosi się do góry. Liam niósł mnie przez tunel świec i kwiatów, by w końcu dotrzeć do najpodlejszego pokoju na piętrze, gdzie było jasno od płomyków świec. Z największą delikatnością położył mnie na wielkim łożu, po czym wszedł na nie i pochylił się nade mną. Ponownie zamknął nasze usta w pocałunku, a ja tylko przycisnąłem Go do siebie, wplatając palce w jego czuprynę.


Witajcie! Jak się podobał rozdział? Mi, osobiście - bardzo! Jestem z niego dumny. Na kolejną część umawiamy się, jak zawsze, we wtorek.
Licznik wejść wybił 3 tysiące - kocham Was! #1love  

wtorek, 7 sierpnia 2012

Rozdział 7


You're not easy to love
You're not easy to love, no*
-Hahaha, weź przestań. – ledwo co stłumiłem śmiech. To przez Harrego. Totalnie mnie rozpraszał na wszelkich zajęciach, gdy ten siedział obok mnie. Dzisiaj pierwszy raz usiadł na zwykłym wykładzie, koło mnie, Liama i Nialla. Minął tydzień odkąd lokowaty chłopak odezwał się do mnie.
Emocjonujący tydzień. Tydzień, w czasie którego byłem na niego zły, byłem przez niego szczęśliwy. Tydzień, w czasie którego go nienawidziłem i kochałam. Tydzień mieszanych uczuć do Harolda Stylesa. Tydzień mieszanych uczuć do tej osoby, przez tą osobą.
Nie rozumiem postawy Stylesa. W poniedziałek rozeszliśmy się w zgodzie. We wtorek znów się do mnie nie odzywał. Próbowałem nawiązać z Nim jakiś dialog, ale odpowiedział do mnie oschle na przywitanie i pytanie jak tam, więc zrezygnowałem z dalszych prób ciągnięcia tej rozmowy. Całe popołudnie chodziłem przybity, bo Harold Styles mnie, w pewien sposób, odtrącił. W środę to Harry pierwszy się odezwał. I znowu było tak jak przed dwoma dniami. Wtedy chciałem się zachowywać tak, jak on mnie potraktował dzień przed – nie udało się… Byłem oniemiały, że Harreh znów nawiązał ze mną dialog. Dialog o czymś. O moich zainteresowaniach, ulubionych piosenkach, płytach wykonawcach itp. To było fajne.
W czwartkowe przedpołudnie znalazłem czas, by wejść na komputer i posurfować po Internecie. Napisałem kolejne listy do Ameryki, przeglądałem tumblry oraz skorzystałem z kartki, którą Styles wcisnął mi do kieszeni. Zaprosiłem Go do znajomych na facebooku, zacząłem go obserwować na twitterze. Jeszcze w przeciągu kilku minut pojawił mi się komunikat, że Harry Styles zaakceptował moje zaproszenie. Szybko przeszedłem na Jego profil.
Harold Edward Styles urodzony 1 lutego 1994 w Holmes Chapel, a mieszka w Londynie na Croydon. Przejrzałem jego zainteresowania, „lajki”, i przeszedłem do zdjęć. Nie miał ich zbyt wiele, ale w swoim albumie zamieścił fotografie z Jego urodzin. Były to radosne zdjęcia, na których mogłem podziwiać Jego wspaniały uśmiech. Lajknąłem kilka z nich i opuściłem serwis.
Czwartkowe popołudnie, piątek, weekend minął pod znakiem spotkań z Liamem i Niallem oraz prywatnych rozmowach z Payne dotyczących Walentynek. Mimo, że przeżywałem to tak samo mocno jak on, mimo, że myślałem o tym dniu cały czas, w mojej głowie nieustannie panował Harry. Nadal Go nienawidziłem, kochałem, biłem i ściskałem. Nie rozumiem tego kompletnie!
Sometimes I get you,
Sometimes I don't understand,
Sometimes I love you,
Sometimes it's you I can't stand,
Sometimes I wanna hug you,
Sometimes I wanna push you away,
Most times I wanna kiss you,
Other times put you in your place.*
Z przemyśleń wyrwał mnie Styles.
-Lou, jak myślisz… Czy mogę się dosiąść do Ciebie i Twoich znajomych podczas lunchu? – spytał cichym i niepewnym głosem. Próbowałem ukryć swój entuzjazm, ale jak zwykle mi to nie wyszło.
-Jasne, nie będą mieć nic przeciwko temu. – powiedziałem radosnym głosem i uśmiechnąłem się do Niego, a w moim ciele płuco tańczyło dziki taniec szaleństwa z sercem na wieść o tym, że spędzimy razem przerwę.
-No to chodź. Wykład już się skończył. – szturchnął mnie łokciem Styles i wywrócił oczami w moją stronę. Zaśmiałem się.
-Liam, Niall, nie będziecie mieli nic naprzeciwko, by Harry przyłączył się do nas podczas dzisiejszego lanchu? – spytałem z pewnością w głosie. Horan gdy to usłyszał wytrzeszczył oczy. Liam zachował zimną krew i ukrył swoje emocji.
-J-jasne, pewnie, czemu nie. – powiedział szybko Payne w naszym kierunku, a ja posłałem mu głupkowaty wyraz twarzy w stylu o co wam kurwa chodzi?  i rozłożyłem ręce, w akcie desperacji.
Mimo tego incydentu, podczas przerwy Niam i Harry prowadzili normalny dialog. Oczywiście zapadała czasami niezręczna cisza, ale wtedy ja wkroczyłem do akcji i narzuciłem jakiś kolejny temat. Jakiś temat, na który nie będą się już wypowiadał bym mógł pogrążyć się we własnych myślach, czasami obserwując moich Przyjaciół i Kolegę.
Cała trójka wyglądała jak dobrzy znajomi – śmiali się, normalnie rozmawiali. To było piękne. Gdyby Harry został moim partnerem, Chłopaki świetnie by się z Nim dogadywali. Czego chcieć więcej? Może tego, by Styles opanował swoje emocje do mojej osoby i, albo przestał się do mnie odzywać wgl, albo pogłębiać naszą relację. Dlaczego wszystko co z Tobą związane musi być takie skomplikowane?
-Oho, nasza panna znów nam odleciała. Chyba się zakochał, nie? – powiedział z humorem do Liama i Nialla Styles i wszyscy zaczęli się śmiać. Wytknąłem w ich stronę język i lekko się uśmiechnąłem.
-Liam, o której kończycie zajęcia? – dzisiaj wracamy razem do Londynu, wiec chciałem uzgodnić parę szczegółów
-Kończymy wcześniej od Ciebie, będziemy czekać przy samochodzie. – odpowiedział Horan i wtulił się w Liama. awww
-OK Liam, dzięki za wiadomość. – zacząłem się śmiać.
Koniec przerwy. Nawet nie wiem kiedy ona zleciała. Ostatnio czas bardzo szybko mi leci. Nie do pomyślenia. Resztę studenckiego dnia spędziłem w otoczeniu Liama, Nialla i Harrego. Czy tak będzie już jutro?
-Jutro Walentynki. Ciekawe co mnie spotka… - powiedział Harry, gdy przyszedł czas rozejścia się do swoich samochodów.
-Mam ten sam problem. Kolejny Walentynowy wieczór spędzę na dołowaniu się oglądając jakąś komedię romantyczną. Marne moje życie. – odpowiedziałem z nutą żartu.
-Haha, dokładnie. Więc do jutra Tommo. – znów powiedział do Mnie Tommo. Kolejne palpitacje.
-Pa Harreh. – uśmiechnąłem się do chłopaka i poszedłem w stronę samochodu, przy którym stał już Payne i Horan.
-Siemacie Chłopcy. Jak tam dzień minął? – przywitałem się z Nimi jakbym ich nie widział Bóg wie ile godzin.
-Ym… Dość nietypowo. Dużo szoków, dużo emocji. Dużo pytań, na które może teraz znajdę odpowiedź. – odrzekł Liam wsiadając do samochodu.
-Tak? A czemu teraz? – posłałem mu pytające spojrzenie, jednak gdzieś tam z tyłu głowy domyślałem się o co chodzi.
-Co to ma być to cos ze Stylesem? – głos zabrał Horan.
-Czemu wy się tak dziwicie, że się z Nim zadaję? Czy on jest jakiś trędowaty, ma jakiś wydany zakaz na zawieranie nowych znajomości o którym ja nie wiem? – odpyskowałem Horanowi.
-Niall, kochanie, opanuj się. Jesteście parą, czy jak? – spytał się ze stoickim spokojem Liam.
-N.. Nie. Chciałbym tego, ale nie wiem nawet czy jest z „naszych”. – wyraźnie posmutniałem, czego domyślił się Payne i położył swoją rękę na moich plecach.
-Ty coś do Niego poczułeś już pierwszego dnia, prawda? – spytał Blondyn.
-T-tak. – odpowiedziałem niepewnie.
-Ah, Tomlinson. Mówiliśmy, abyś nie zawracał sobie Nim głowy. Ale nas nie posłuchałeś. Plus jest taki, że po raz pierwszy widzimy Stylesa, który zadaje się z kimś z uczelni. I odezwał się do nas drugi, bądź trzeci raz po półtora roku studiowania. – Liam lekko się uśmiechnął.
-A jak wygląda wasza relacja? – teraz to Niall zabrał głos.
-Sam nie wiem. Jest skomplikowana. Raz ze mną rozmawia normalnie, później nie odzywa się cały dzień, i znów rozmawia. Kocham Go, nienawidzę jednocześnie. Skomplikowane. Nie chcę tego. Chcę mieć jasną sytuację, nie wytrzymuję tego.
Sometimes I catch you,
Sometimes you get away,
Sometimes I read you,
Other times I'm like "Where are you on the page?",
Sometimes I feel like
We will be together forever
But you so complicated
My hearts knows better*
-To zagraj z Nim w otwarte karty. Jak nie podczas zwykłej rozmowy, to przez Internet. – podpowiedział mi Liam.
-Już o tym myślałem, ale nie jest na tyle odważny, by poruszyć ten temat.
-Więc… Może… Spróbuj się do Niego zbliżyć. Ale nie bądź nachalny. Nadal z Nim rozmawiaj, może po szkole czasami zagadaj do niego na twitterze bądź facebooku. Nawiąż z Nim jakąś więź, mocniejszą. W najgorszym przypadku zostaniecie przyjaciółmi, którzy będą razem się onanizować przy pornosie. – roześmiałem się, gdy usłyszałem ostatnie zdanie wypowiedzi Irlandczyka.
-Ty to jak coś palniesz Horan. – odpowiedział Liam i wywrócił oczami.
-Ale pomysł dobry, to musisz przyznać Liam. Gdzie was podwieźć? – nasza podróż zbliżała się ku końcowi.
-Ym.. Jedź do siebie, metrem rozjedziemy się do swoich domów.
-OK. Już się robi. Ym.. dzięki za rady, jesteście kochani. – chciałem ich uściskać, ale muszę z tym poczekać aż wysiądziemy z samochodu.
-Nie ma sprawy. Jakbyś miał kolejne miłosne problemy wal do mnie albo do Nialla spokojnie. Spróbujemy Ci pomóc.
-I informuj nas na bieżąco jak się miewają wasze kontakty. – dopwiedział Niall – a, i przepraszam za tą sytuację przed przerwą, byłem nieco zszokowany, tym, ze Styles spędzi z nami lunch.
-Tak, też byłem tym zaskoczony. Ale trzeba powiedzieć, że to bardzo miły i fajny chłopak. Chciałbym, żeby miedzy Wami się wszystko ułożyło po Twojej myśli Lou. – Liam posłał mi lekki uśmiech.
-Kto by nie chciał. – dopowiedziałem szybko – No, wysiadamy. Koniec przejażdżki. – zacząłem poganiać Niama.
-Już, już. Pali się czy co? – Niall wywrócił oczami i wygramolił się z samochodu. Podszedł do mnie i uścisnął mnie na pożegnanie.
-Miłych Walentynek, kocham Cię. Och, jak nie będziesz miał Walentynki, ja mogę być Twoją. – powiedział do mnie Horan.
-NIAL! Masz chłopaka, zapomniałeś o mnie? – odezwał się Liam i zaczął się śmiać.
-Ach, no tak. – teatralnym gestem Niall udał, że mu się to przypomniało.
-Dzięki za ofertę, jak coś wiem gdzie dzwonić. – zacząłem się śmiać.
-Cześć Lou. – Payne podszedł do mnie i dał mi buziaka w policzek. – Pamiętaj o środzie. Jak chcesz, do możesz z kimś przyjść. Wyślę Ci esa z miejscem i godziną. – szybko wypaplał mi to szeptem do ucha.  Ta, przyjdę z dmuchanym facetem.
-LIAM. Chodź już, stęskniłem się za Tobą. – Horan i te jego tekściki, awww.
-Miłych Walentynek Chłopaki! – wykrzyczałem w ich stronę i szeroko się uśmiechnąłem. Obróciłem się i ruszyłem do windy. Jutro jeden z najwspanialszych dni w Ich życiu. W mojej głowie znów panem był Harold Styles.
Why is everything with you so complicated?
Why do you make it hard to love you? oh I hate it!
'cause if you really wanna be alone,
I will throw my hands off 'cause baby I tried
But everything with you is so complicated!
Oh why?*
*Rihanna - Complicated

Hej wszystkim :-) Siódma część, siódmego dnia sierpnia (ale fajnie się złożyło). Dziękuję za komentarze, wejścia. Nawet nie wiecie, ile radości mi sprawia czytanie waszych komentarzy!
Na piątek umawiamy się z kolejną częścią. Lov ya!
PS dzisiaj ostatni raz informuję osobiście na tt o nowym rozdziale - pojawiają się one regularnie, więc każdy wie, że we wtorek oraz w piątek znajdziecie tutaj nową część.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rozdział 6

-H-hej. – odpowiedziałem po kilku sekundach. Byłem w szoku.
Byłem w szoku, bo Harry Styles odezwał się do mnie. Byłem  w szoku, bo nie przypuszczałem, że ten osiemnastoletni chłopak może mieć taki głos. Głos, który nie jest wysoki, nie jest niski, z lekką chrypką. Mimo to, moje uszy napawały się tym dźwiękiem i oczekiwały na kolejne słowa, które Harry wypowie w moim kierunku. Długo nie musiałem czekać.
-Przedstawiać się nie muszę, bo zapewne wiesz, że mam na imię mam Harry – był taki uradowany, gdy to mówił, a na końcu, zdawało mi się, że stłumił prychnięcie. – Więc, jak minął Ci weekend?
Po raz pierwszy odwróciłem się w Jego stronę. On rzeczywiście się zmienił. Skóra chłopaka przybrała miedziany kolor. Włosy jakby pojaśniały i miały odcień kasztanu. I ten uśmiech – jego znak firmowy.
Tomlinson, zacznij coś do Niego gadać. Marzyłeś o tym od tygodnia.
-Dobrze, spędziłem go z Liamem i Niallem. – uśmiechnąłem się nieśmiało. – A Tobie? – dodałem zaciekawionym tonem.
-Też w miarę dobrze. No, może gdyby nie ten szok związany ze śniegiem… Trudno z dnia na dzień przestawić się z tropikalnych upałów na Europejką zimę.
-To gdzie byłeś? Jeśli można wiedzieć. – to ja tu umierałem z tęsknoty, a ten sobie latał po świecie. Super.
-Jasne, że można. Byłem z najbliższą rodziną na Karaibach. Urodziny i takie tam…
-To spóźnione sto lat! – odwróciłem się ku Niemu, by posłać mu uśmiech. Zrobiłem to, ale zdziwiło mnie to, że Styles cały czas wlepiał swoje szmaragdowe oczy w moją osobę.
-Dzięki… - odpowiedział, dziwnym tonem, ale nadal z uśmiechem. W zasadzie, to gdy mówił o urodzinach posmutniał. Może jakieś przykre doświadczenia z wyprawy? Sam nie wiem, ale nie będę się dopytywał. Muszę utrzymywać choć pozory, że ta osoba jest mi obojętna.
Na salę wszedł profesor. Pięknie. Koniec rozmowy z Harrym na dzisiaj. Ku mojemu zdziwieniu Styles nie pomyślał tak samo. Wręcz przeciwnie. On się do mnie przysunął. Wywołało to u mnie palpitacje serca, gdyż silna, owocowa woń uderzyła w moje nozdrza. Cóż za piękny zapach… Truskawki, jakieś kwiaty…
-Chyba nie będzie Ci przeszkadzało, jeśli trochę nie będziemy uważać dzisiaj na zajęciach? – zwrócił się ku mnie uwodzicielskim tonem głosu, spoglądając na mnie spod rzęs. Wdech, wydech.
-Jasne, że nie. Wręcz przeciwnie – odpowiedziałem ze stoickim spokojem, kończąc swoją wypowiedź promiennym uśmiechem w Jego stronę.
Wykład minął nadzwyczajnie szybko. Czy to sprawka Stylesa, czy może trwał on krócej? Jak się później okazało – to drugie.
-Świetnie, w poniedziałkowe popołudnie będę o godzinę szybciej w domu. – powiedziałem do Stylesa ubierając się i szykując na wyjście z budynku. Zaczął padać śnieg.
-Śnieg! Kocham go. Ktoś np. może dostać śnieżką. Albo ulepić bałwana. – Styles powstrzymał kolejny wybuch śmiechu. Jakby wspominał jakieś wydarzenia wspomniane ze śnieżkami. Warto dodać, że Harry był niezwykle podekscytowany śniegiem. Duże dziecko.
-Kolejna cecha wspólna. – stwierdziłem pod nosem, ale na tyle głośno, by Harry to usłyszał. Spojrzał na mnie pytająco, ale nic nie powiedział. –Do zobaczenia jutro, Harry. Będziesz w szkole? Czy kolejna podróż na kraniec świata? – zacząłem się śmiać.
-Nie, teraz już cały semestr w Anglii. Cześć, Tommo. – On powiedział do mnie Tommo. Nikt tak do mnie nigdy się nie zwrócił. Tommo. Musiałem szybko rozejść się z Harrym, by ukryć swoje podekscytowanie tym głupim, jednym słowem.
W drodze do samochodu, postanowiłem wyciąć Stylesowi kawał. Szybko w swoich dłoniach stworzyłem małą śnieżkę i rzuciłem ją w stronę chłopaka. Chowając się za pierwszym lepszym samochodem, usłyszałem w odpowiedzi tylko głośny, i jakże dźwięczny, śmiech Harrego. Kolejne palpitacje serca. Szybciej zejdę na zawał serca, niż Go bliżej poznam. Kierowałem się ku mojemu fordowi.
Gdy w nim siedziałem, zaobserwowałem, że Harry nie wsiada już do fiata 500, a do nowego mercedesa. Mercedesa, z którym dzisiaj rano miałem niemałą przygodę. Pięknie, rano bym rozjechał Stylesa. Szybko odpaliłem silnik, włączyłem muzykę i ruszyłem do Londynu. Przede mną miła podróż i z chaosem w głowie związanym z osobą Harolda.

~ten sam dzień, 2103~
Liam Payne pisze do Ciebie
-hej, Lou ;*** Pamiętasz naszą rozmowę? Możemy ją skończyć? mam mało czasu.
-nie, wcale jej nie pamiętam. O takich rzeczach szybko zapominam. Hahahaha, mogę już zacząć szykować ślub? Boże, człowieku, jaram się tym faktem jak jakaś nastolatka. Ale opowiadaj, jakie plany na przyszły wtorek? :>
-takie plany, że w poniedziałek wracamy z Tobą do Londynu, a we wtorek i środę nie idziemy wgl na zajęcia. ;pp
-no tak, będziecie zmęczeni po namiętnej walentynkowej nocy. ]:->
-TOMLINSON! :angry:
-dobrze, dobrze, sorry. No, ale co z tym wtorkiem? ;>
-mało oryginalnie, ale zabieram go na London Eye. Dwa kółka wystarczą, nie?
-no raczej. Chyba zdążycie zjeść kolację i mu się oświadczyć w ciągu 1.5 h. :D
-no ale na London Eye? Nie za mało oryginalnie? :c
-każdy marzy o romantycznej randce z kolacją na Oku. A po za tym jest zima, Londyn jest zasypany śniegiem, gdzie chcesz go zabrać na zaręczynową kolację? Do tandetnej restauracji? Payne.
-właśnie tymi argumentami się kierowałem wybierając jednak London Eye J ale nie wiem czy mu się oświadczyć na samej górze przejażdżki, czy na romantycznym spacerze po Londynie gdy będziemy iść albo do mnie, albo do Niego?
-myślę, ze na Oku. Kto wie, co Horanowi strzeli do łowy, gdy zobaczy pierścionek. OH GOD. OH GOD. MASZ JUŻ PIERŚCIONEK? MASZ? POOOWIEDZ ŻE MASZ!? *O*
-mam, ym… prześlę Ci link do zdjęć.
-*______________________* i zobacz, na spacerze będziecie mogli podziwiać Londyn już jako narzeczeni :’)
-a co jeśli on mnie odrzuci? :c
-HAHAHAHA, next joke pls frajerze. On. Cię. Kocha. On. Cię. Kocha. On. Cię. Pragnie. Payne. Skończ pieprzyć takie głupoty. Jesteś świetnym facetem, każdy by Cię chciał.
-Jasne -.- dobra, powiedzmy, że przyjmie. Ale będzie magia *___* środowy wieczór zarezerwuj sobie na przyjęcie takie małe, ok? będą najbliżsi znajomi i nasze rodziny, pochwalimy się naszym statusem związku. Ughr, Horan kończy prysznic. Bye, do jutra :*****
Liam Payne jest offline. Możesz do Niego wysłać wiadomość.
-mwah.
Po kilku minutach dostałem link do zdjęcia z dopiskiem „chimento dream”. Mój Boże, moim oczom ukazał się srebrny, jakby podwójny pierścień. Bez żadnych brylantów, za to z wymownym napisem, który został wygrawerowany na ściance forever together. Dech mi zaparło w piersiach, a w gardle stanęła mi gula. Nie mogłem nic z siebie wydusić, wzruszyłem się.
To było niesamowite. Ten dzień był niesamowity. Liam i Niall w przyszłym tygodniu będą parą narzeczonych. A od tego do ślubu już nie daleko. Jednak ten dzień był wspaniały też i dla mnie. Harry Styles, którego wspomnienie wywołuje u mnie rumieńce i chaos w głowie, odezwał się do mnie. Pierwszy. I ciągnął rozmowę przez całe zajęcia. Rozmowę o niczym, ale była. To było najlepsze. Może jutro będzie już o czymś. Może to ja przejmę kontrolę nad całym dialogiem. Może. Choć znając mnie znów mi odbierze mowę. Muszę coś z tym zrobić. Nie mogę się ot tak zacinać i odcinać przy Stylesie.
Przy komputerze zbawiłem na trochę dłużej niż się spodziewałem. Było przed północą, gdy zbierałem się do spania. Po wzięciu szybkiego prysznica i wciągnięciu na siebie spodenek od piżamy, kierowałem się do łóżka. Jednak mój wzrok przykuła kartka, która leżała po środku pokoju. Musiała mi wypaść gdy się rozbierałem. To, co przeczytałem, spowodowało kolejne palpitacje mojego młodego serca.
add me: f.com/harrehs
call me: 7531-964-827
tweet me: @harreh_s xoxo

Dobry czwartkowy dzień! Przeczytaliście kolejny rozdział normalnej nie-normalnej historii. Co o nim myślicie? Teraz przyszedł taki czas na kolejne częśći, na które, w znacznej części, nie mam pomysłu :c Ale cóż, moja wyobraźnia coś wymyśli, by Larry w końcu się złączył ;-)
Wielkie dzięki za te wejścia :O jestem w szoku, że jest ich tak dużo ich. #1love
Zapraszam we wtorek na siódemeczkę. enjoy xx

wtorek, 31 lipca 2012

Rozdział 5


-Jak myślisz, w którym momencie On się obudził? – moich uszów doszedł stłumiony przez muzykę szept Nialla.
Sam nie wiem, w którym. Chyba nadal jestem w szoku, po tym, co zobaczyłem owej nocy. Liam i Niall pieprzących się jak jakieś niewyżyte króliki w MOIM łóżku. I te teksty: zobaczy porno w 3d  albo niech szykuje swoją psychikę na to, co czeka go, gdy będzie się z nami zabawiał się w trójkącie.  Do tego dodam te gorszące sceny rimmingu i sam nie wiem czy mam z tego żartować, płakać czy opieprzyć ich. Dobrze, że rano obudziłem się pierwszy i szybko ulotniłem się na dół, by dać im jasno do zrozumienia, aby posprzątali po sobie. Ku mojemu uradowaniu odczytali moje intencje. Jednak nie mogłem się oprzeć pokusie, by nie schować ich bielizny, która „zdobiły” moją podłogę. Może odeślę im ją pocztą?
Tomlinson, do diaska! Skończ tak pieprzyć, odegrasz się na nich bzykając Stylesa u któregoś w łóżku. Zaskoczyłem tą myślą samego siebie. Miałem już dosyć tej napiętej sytuacji. Postanowiłem ją rozluźnić paroma uszczypliwymi żarcikami.
-Niall, Kochanie moje, wiedz, że widziałem już porno w 3D, ale wy przebiliście wszystko. Nie myśleliście nad nagraniem sex taśmy? Byście byli prawdziwymi gwiazdami porno. – spojrzałem na Gejków w samochodowym lusterku – Liam spuścił wzrok, a Niall zrobił się biały jak kreda.  – Och, tylko wiecie… dajcie mi znać, jeśli chcielibyście się ze mną zabawić. – odwróciłem się w ich stronę i puściłem oczko oraz odsłoniłem przed nimi moje zęby. Spojrzałem na jezdnię, by stłumić wybuch śmiechu. Niezłą zabawę sobie znalazłeś, Tommo.
-A… ale… ja.. j… ja nie… ja nic… ta… tylko…
-Horan, Miśku, jesteś taki słodki jak się jąkasz – skomentowałem, a Liam uśmiechnął się w moją stronę. – Czyli nie chcesz się ze mną kochać i ze swoim Chłopakiem? Horan, ranisz mnie…. – do tej wypowiedzi dodałem szczyptę gry aktorskiej.
-Och proszę cię, Tomlinson, wjechałbym w Ciebie z chę… - odpowiedział ze śmiałością Niall, ale szybko tego pożałował. Liam sprzedał mu mocne uderzenie z łokcia w jego bok. Blondyn syknął z bólu.
-CO!? Horan, kurwa ogarnij się. JA. TU. JESTEM. Nie mam ochoty słuchać, że chcesz bzykać innego typka, swojego PRZYJACIELA, gdy ja jestem twoim CHŁOPAKIEM. – Liam pierwszy raz zabrał głos dzisiaj. I wcale to nie była jakaś miła wypowiedź…
-Ej, Payne. Ty też chcesz go bzykać, więc sorry hello, na to samo wychodzi. Obaj chcemy go pieprzyć, wiec proszę mi tu nie robić awantur. – odpyskował Irlandczyk swojemu partnerowi.
-Serio Liam? Serio Horan? Serio? Trójkącik ze swoim przyjacielem? – ponownie odwróciłem się do tyłu, posyłając im spojrzenie are you fucking kidding me.
-Uważaj Louis na drogę! – krzyknął Liam.
Momentalnie nacisnąłem na pedał hamulcu i klakson. Na oxfordowym parkingu, na którym panowały kiepskie warunki, zatrzymałem się kilka centymetrów przed srebrnym mercedesem klasy M z serii off roader. Nie rozpoznałem kierowcy, ale szybko odjechał. Czy kompletnie nie zorientował się, że za chwilę bym mu rozwalił tył samochodu? Pospiesznie nacisnąłem na przycisk uruchamiający światła awaryjne, by chociaż w ten sposób przeprosić nieznajomego kierującego.
-Uff, było blisko. Dzięki Liam. – wypuściłem głośno powietrze z ust, i posłałem Liamowi wdzięczny uśmiech. Zaparkowałem przy wejściu do budynku, za 15 minut zaczynamy zajęcia. W drodze do auli postanowiłem opanować całą tą krepującą sytuację.
-Słuchajcie. Tak nie może być. Nie możemy chodzić naburmuszeni cały dzień, jak nie więcej. Poniekąd, spodziewałem się tego, że leżąc w nocy w tym samym łóżku, nie będziecie potrafili opanować swoich popędów seksualnych. Więc to ja Was przepraszam za te teksty w samochodzie, i za moje zachowanie w weekend. Przeze mnie prawie się pokłóciliście dzisiaj, więc za to też przepraszam. Ale Horan, proszę, nie mów takich tekstów na cały głos, że chcesz ze mną trójkąciku, gdy ja leżę kilka metrów dalej. Liam, rzekomo, też to powiedział, ale jakoś tego nie słyszałem. Więc teraz powinno być świetnie. Jasne? Postaram się o tej sprawie zapomnieć. – wcale nie będziesz próbował zapomnieć tych scen, Tommo. Taa. Nie będę próbował. To było cholernie podniecające. Patrząc na to wszystko miałem mokro w majtkach. Czy chciałbym z nimi trójkąciku? Jasne, ze tak. Są przystojni, pociągają mnie i są dobrzy w łóżku. Ciekawe co by było, gdybym się do Nich dołączył tamtej nocy… -Kocham Was Chłopaki – podszedłem do Nich i uściskałem ich. Ot tak, przy wejściu na aule, gdy akurat mijał nas Malik.
-Też Cię kocham Tomlinson i chciałbym Cię przeprosić za to wydarzenie. To ja tak nalegałem na Liama, nie wiem co mi strzeliło wtedy do głowy… - Niall był wyraźnie skruszony. Czułem to. Żałował tego.
- A ja nie potrafiłem mu odmówić tej nocy. – dopowiedział Niall. – Też Ci lubię lubię Loui. – i jeszcze raz się złączyliśmy w uścisku. To było piękne. Wzruszyłem się.
-Dobra, chodźcie na zajęcia. – puściłem Liama pierwszego. Niall chciał ruszyć za nim, ale go zatrzymałem.
-Też chcę z Wami uprawiać sex w jednym łóżku. – powiedziałem Horanowi szeptem na ucho i pośpiesznie ruszyłem za Liamem. Spojrzałem przelotnie na Irlandczyka, na którego twarzy malował się szok, ale też zarumienił się. Oh God, on to sobie teraz wyobraża.
Zaczął się wykład. Zdałem sobie sprawę, że cały poranek rozmyślałem nad zaistniałą między naszą trójkę sytuacją.  Tego ranka na nic nie przykułem większej uwagi. Postanowiłem nadrobić to teraz, na tym nudnym wykładzie.
Za oknem zaczął prószyć śnieg. Świetna sprawa, może ktoś dostanie ode mnie śnieżką po zajęciach. Rozglądając się po sali, mój wzrok przykuło kilka szczegółów. Znaczna część rocznika kompletnie olewała profesora. Zayn wtapiał swój wzrok w moją osobę. Co ja mu zrobiłem, że teraz pożerał mnie wzrokiem, który był jeszcze bardziej wrogi niż kilka dni temu? Dreszcze przeszły mnie wzdłuż kręgosłupa. Szybko odwróciłem głowę i napotkałem się na Nialla i Liama. Filtrowali ze sobą, trzymając się za ręce. Piękny widok. Po moim ciele rozlało się przyjemne, ciepłe coś.  Znów spojrzałem za okno. Kompletnie się rozmarzyłem.
Przed moimi oczami ni stąd, ni zowąd pojawił się TEN uśmiech. TEN uśmiech TEGO chłopaka. JEGO zielone oczy, JEGO białe, równe zęby, które osłaniane są cienką linią różowych warg… Pojedyncze loki opadające bezwładnie na czoło…
-Ej, Tomlinson. Idziesz czy zostajesz tu? – Liam szturchał mnie łokciem w bok. Odpłynąłem. Kompletnie odpłynąłem.
-J… Jasne – zająknąłem się, ale pospiesznie wstałem z miejsca. Leniwym krokiem szliśmy na stołówkę. W między czasie rzuciliśmy kilka śmiesznych tekstów, które tyczyły się wspólnie spędzonego piątku. Padła też jakaś propozycja, by zorganizować jakieś spotkanie również i w najbliższy weekend.
-Kochanie, weźmiesz dla nas owoce i lemoniadę? Ja pójdę z Louisem już do stolika. – Liam złożył na ustach Irlandczyka pocałunek i razem odeszliśmy na nasze stałe miejsce.
-Louis… - zaczął Payne niepewnie. Czy on zamierzał kontynuować temat z ranka? Pozwoliłem mu na to, ale wcale nie miałem na to ochoty – najpierw chciałbym szybko w moim imieniu przeprosić za to, co musiałeś oglądać. Staraliśmy się być cicho, no… ale nie wyszło nam to zbytnio. Dużo widziałeś?
-Liam, skończmy ten temat w końcu, proszę. Nie miej wyrzutów sumienia. Jest już dobrze. A ile widziałem… cóż. Dużo. Chyba dopiero zaczynaliście swoją ucztę. – poklepałem go po plecach, i posłałem mu uśmiech, który odwzajemnił.
-Ym.. a teraz mam jeszcze kolejną sprawę… Korzystając z okazji, że Nialla nie ma z nami. W zasadzie to jest ten właściwy temat, na który chciałem z tobą porozmawiać… Bo widzisz… Za ponad tydzień są Walentynki, i nasza rocznica… Czy jakbym mu się wtedy oświadczył… to… byłoby fajne? – Liam mnie zaskoczył! Wpadłem w jakiś szał. Nie mogłem powstrzymać się od przyłożenia rąk do ust, by nie wydać z siebie, niczym dziewczęcego pisku zaskoczenia. Pozytywnego zaskoczenia, które wywołało u mnie ogromną radość.
-Wziąłem dla was jabłka i owoce! I zimną herbatę, bo lemoniady nie było już. – wykrzykiwał Niall dochodząc do nas.
-Pogadamy o tym wieczorem. Będę na fejsie cały wieczór – odpowiedziałem szybko Liamowi i posłałem mu uśmiech, który wręcz chciał wykrzyczeć swoją radość. Szybko się uspokoiłem, by Niall nie zadawał zbytnio dużo pytań.
-Spoko Blondasie, może być. – posłałem Niallowi bardzo przyjazny uśmiech. Po dostawieniu tacy na stolik, Horan usiadł koło Liama i złożył krótki pocałunek na jego wargach. Aww. W mojej głowie teraz był jeden temat – czy mogę liczyć na to, ze będę ich świadkiem na ślubie? czy jako ich przyjaciel mogę zacząć szykować przyjecie? ciekawe, kto po kim przyjmie nazwisko… i wiele innych, głupich pytań – Oni jeszcze nie są zaręczeni, a ja już o ślubie.
Lunch, jak lunch. Trochę rozmowy, żartowania, ale w końcu nadszedł ten moment, gdy każdy mógł zająć się sobą. Korzystając z tej chwili, szybko spojrzałem na JEGO stolik.
Był. Siedział tam. Nie widziałem Go tydzień. W mojej głowie zaczęło huczeć od natłoku myśli, wrażeń i emocji. Nie mogłem ich powstrzymać. Ręce mi się spociły, na twarzy poczułem ciepło. Czy ja się rumieniłem?
Był. Siedział tam. Wyraźnie inny. Ale kompletnie nie wiedziałem co się w Jego wyglądzie zmieniło przez kilka dni. Może to tylko ubiór sprawiał takie wrażenie? A może to, że Harry się dzisiaj nie uśmiechał? Nie uśmiechał się, ale na twarzy i tak malowała się radość.
Był. Siedział tam. Czy dzisiaj zdołam się z Nim przywitać na zajęciach? Czy znów mnie onieśmieli i stracę język w gębie? Och, a co jeśli Go nie będzie na zaj…
-Tomlinson. Halo. Ziemia wzywa. – znowu odpłynąłem. Niall. Już. Chwila. –Zakochałeś się?
-Już, przepraszam. Koniec przerwy? – odpowiedziałem zakłopotany.
-Daj sobie z Nim spokój, przecież On żyje w jakimś innym świecie… - powiedział Liam spokojnie. Widocznie dobrze wiedział w kogo się wpatrywałem przez ostatnie kilka minut.
-Oh, dobrze, dobrze. Idziemy? Zaraz się spóźnimy. – pogoniłem chłopaków.
Wykład za wykładem. Im bliżej ostatnich zajęć, moje zdenerwowanie rosło. Jak mam postąpić? Co mam zrobić? Czy udawać, że jestem obojętny względem Jego osoby? Jest. Ostatnie zajęcia. Zajęcia z grupą, w której jest Harold Styles. Czym prędzej pospieszyłem na salę. Już tam był, a obok niego wolne miejsce. Wdech, wydech. Ruszyłem opanowany w jego stronę.
Zdjąłem torbę z ramienia i położyłem ją na blacie. Lekko odsunąłem krzesło i spokojnie na nim usiadłem. Wdech, wydech.
-Cześć, Louis. – zamarłem.


Dzień dobry! Kolejny rozdział oddany dla Waszych oczów. Kiedy następna część? W najbliższy w czwartek, ponieważ od piątku ponownie nie będę miał dostępu do Internetu.
Jesteście niesamowici! Poprzedni rozdział cieszył się ogromną popularnością, co możecie zauważyć na liczniku wejść! Kocham Was, dziękuję! #1love